Chłopak z Kresów

Chłopak z Kresów. Pamiętnik lubelskiego kupca

Michał Jaśnikowski

Wydawnictwo Muza

507954Nie lubię tego określenia, ale tutaj trudno o trafniejsze: książka dla wszystkich! Dla historyków jako dokument wydarzeń i mentalności epoki. Dla miłośników niezwykłych opowieści jako wizerunek przedziwnych splotów okoliczności rządzących ludzkim losem. Dla starszego pokolenia jako przypomnienie tego co znają lub o czym, wydawałoby się – tak niedawno, usłyszeli od swoich rodziców czy dziadków. Dla młodych początkowo nieomal egzotyczny świat trudnych do zrozumienia realiów i wręcz szokujących obyczajów, a potem, niespodziewanie, wzruszenie i dużo do przemyślenia, do dojrzałej refleksji nad sensem życia, powinnościami wobec siebie i innych. Po tym może i przydługim wstępie pora przedstawić moją najnowszą lekturę – Chłopak z Kresów Michała Jaśnikowskiego, wspomnienia zwyczajnego, prostego człowieka opracowane i opublikowane w wydawnictwie Muza przez jego rodzinę. Tu należałoby wygłosić pean na cześć owej rodziny, myśląc tu nie tylko o pięknej intencji upamiętnienia ojca i dziadka, lecz i o tym, że pozostawiono tekstowi pełną naturalność. Ma się wrażenie, że słyszy się głos pana Michała Jaśnikowskiego, że się go widzi, i więcej – staje się naszym serdecznym znajomym. Zupełnie jak ktoś spotkany na ławeczce w parku, może w pociągu, kto z zaufaniem powierza nam prawdę o swoim życiu, słuchamy go początkowo jedynie z grzeczności, a potem z rosnącym zainteresowaniem, dziwiąc się, skąd ta łza na policzku, ten nagły skurcz gardła… Autor urodził się w 1894 na wsi w województwie stanisławowskim. Dzieje jego długiego życia to równocześnie obraz przełomowych wydarzeń XX wieku. Osierocony siedmiolatek zmuszany jest do pracy nad siły, daje sobie radę, z niezwykłą dzielnością stara się poprawić swój los, nie narzekać, osiągnąć powodzenie, czyli, jakby to ujął socjolog, „awans społeczny”. Ale, i to będzie bardzo istotne, nie za wszelką cenę – Jaśnikowski nigdy nie zapominał o pożegnalnych słowach swej matki, która zobowiązała go do bezwzględnej uczciwości. Czternastolatek wyjeżdża na Śląsk, zostaje górnikiem. Pierwsza wojna światowa. Żołnierska dola. Wyzwalanie Lublina, gdzie zamieszka z żoną, będzie prowadzić sklepik spożywczy. Ledwie się szczęście zaczęło do niego uśmiechać – druga wojna, jeszcze straszniejsza od pierwszej. Rodzinne tragedie. Po wojnie represje władz wobec „prywaciarzy”, nawet tych najdrobniejszych. Znowu bieda, harówka. Ale udało mu się wykształcić dzieci i do końca swoich dni być im potrzebnym. Więc wreszcie wszystko ładnie, spokój i pogoda ducha? Nie. Przez kilkanaście lat opiekuje się sparaliżowaną żoną. Wnuki wspominają, jak dziadek ostrożnie i czule rozczesywał jej długie włosy i splatał w warkocz. Po śmierci żony, choć nie wątpi w przywiązanie całej bardzo już licznej rodziny, czuje się osamotniony. I będzie to, jeśli można zaryzykować takie określenie, „osamotnienie cywilizacyjne” – dobrze to zrozumieją najstarsi czytelnicy tej książki. Świat stał się obcy. Owszem, żyje się lepiej, o wiele wygodniej, ale ileż rzeczy razi, wręcz budzi jego zgorszenie. Sędziwy Jaśnikowski ubolewa nad zanikiem wiary, nie podoba mu się marnotrawstwo, gani nieodpowiedzialność, widzi w tym wszystkim postawę ludzi, którzy nigdy nie byli głodni. Nie może się zgodzić z nowymi zasadami wychowania dzieci… „Według mnie – pisze Jaśnikowski – w dzisiejszych czasach młodzież żyje jak w bajce i z myślą o nich spisałem historię swego życia i trudów”. I głosząc to wszystko, pewnie byłby dla bliskich kimś dość nieznośnym, jeśli nie starym zrzędą, gdyby nie jego uczucia okazywane rodzinie, wieczna gotowość przyjścia z pomocą, sympatia i szacunek, jakie budził. Nie podoba mu się nawet wystrój mieszkań – brak mu tutaj portretów rodzinnych, fotografii przodków i potomków, symboli religijnych. Może dlatego wręcz rozrzewnia przebogaty materiał ilustracyjny książki – zdjęcia licznej rodziny, dzieci i wnuki w komunijnych ubrankach, ślubnych strojach, jakby ta książka była domem, w którym jej autor mógłby się dobrze czuć – być u siebie.

Felieton z dnia 6 VI 2010 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *